Home Aktualności beskid2019

WITAJ BESKIDZIE ŚLĄSKO – ŻYWIECKI
W dniach od 12 do 14 czerwca, grupa 43 uczniów z klas 5,6 wraz z opiekunami – paniami Joanną Sulimą – Flaszka, Grażyną Klasztorną, Anną Barwaśną i Beatą Ucińską, przebywała na 3-dniowej wycieczce w Beskidzie Śląsko – Żywieckim. Głównym celem wyjazdu krajoznawczo – turystycznego było zdobycie wiedzy, nowych doświadczeń i oczywiście świetna zabawa, bo wszelkie fochy pozostawiono w domu. Każdy z najdrobniejszych celów został osiągnięty. Pierwszym punktem wycieczki było zwiedzenie Elektrowni Szczytowo – Pompowej w Międzybrodziu Żywieckim. Obejrzeliśmy tam film „Szczytowe megawaty", po czym udaliśmy się sztolnią komunikacyjną do komory elektrowni. Po opuszczeniu elektrowni, kolejką PKL wjechaliśmy na Górę Żar i z jej szczytu podziwialiśmy widoki – cudne widoki. Tam troszeczkę, co odważniejsi poszaleli na torze saneczkowym, pozostali pograli w różne gry, posilili się, a jeszcze inni upajali się widokiem naprawdę przecudnego krajobrazu Beskidu Żywieckiego. Z Międzybrodzia udaliśmy się do Węgierskiej Górki, gdzie mieliśmy zakwaterowanie. Należy nadmienić – u przemiłej gospodyni. Kolejny dzień wycieczki był prawdziwym wyzwaniem, zwłaszcza dla tych, którzy standardowo preferują siedzący tryb życia. Naszym zadaniem było wczłapać się szlakiem turystycznym na Halę Boraczą. Udała nam się ta sztuka i jesteśmy dumni z siebie , tym bardziej, że słonko wiernie nam towarzyszyło. Po zejściu z Hali, gdzie uzupełniliśmy kalorie, zajadając się przepysznymi cieplutkimi jagodziankami (mniam, mniam) – specjalnością tego miejsca – zwiedziliśmy schron bojowy „Wędrowiec" i poznaliśmy historię zarówno jego, jak i pozostałych schronów, znajdujących się w bliskiej okolicy, ale zachowanych jedynie we fragmentach. „Wędrowiec" zachował się w całości i dziś mieści się w nim niewielkie muzeum, jednak z wielką historią o niebywałej waleczności mieszkańców Węgierskiej Górki. Zarówno pierwszego, jak i drugiego dnia pobytu w tej miejscowości udawaliśmy się na spacer nad Sołę – miejscową rzekę (płytką i kamienistą), by pomoczyć i odprężyć przegrzane i utrudzone nóżęta... i nie tylko ;). Radości było co niemiara. Trzeci i ostatni już dzień wypadu w Beskid był istnym maratonem. Zwiedziliśmy maleńki, ale niezwykle urokliwy kościółek w miejscowości Pochodzita,
w Koniakowie muzeum rękodzieł koronkarskich Marii Gwarek, w Istebnej Kurną Chatę Kawuloka, gdzie młody beskidzki góral Jasiek zapoznał nas z historią tej chaty (posługiwał się językiem regionalnym, włączając w opowieść elementy współczesnego języka polskiego). Spotkanie z Jaśkiem było przezabawne, bo i on taki się okazał i nie da się ukryć, że wycieczkowiczom przypadł do gustu. Na zakończenie wizyty w Kurnej Chacie Jasiek zagrał nam różne melodie na typowo pasterskich instrumentach. Po Istebnej nadszedł czas na Wisłę, a tam mogliśmy zobaczyć skocznię im. Adama Małysza, Zamek Prezydencki – dar Ślązaków dla prezydenta Mościckiego, rynek miejski, po którym przewijało się wielu kuracjuszy. Tam też zjedliśmy obiad. Ostatnim punktem był Ustroń, gdzie wyciągiem krzesełkowym wjechaliśmy na Czantorię. Z Ustronia udaliśmy się w drogę powrotną do domu, a ta minęła nam bezpiecznie i całkiem sprawnie. Na miejscu, w Ruścu byliśmy chwilę po 21. Zmęczeni, ale wierzę, że zadowoleni i bogatsi o nowe przeżycia, doświadczenia i wrażenia.
Liczę też na to, że niektórzy z Was, choć były momenty trudne i wyczerpujące, zapałają miłością do gór, do wspinaczki. Wierzę też, że oprócz podziwiania krajobrazu, jakże odmiennego od naszego, zrozumieliście, iż góry – bez względu na ich wysokość – uczą pokory. Wierzę, że warto było pomęczyć się, czasem posapać, bo humory Was nie opuszczały.
Dziękuję za wspólnie spędzone 3 dni i liczę na obecność w przyszłym roku, już w innym paśmie górskim .

tekst: J. S.-F.